Bez kategorii

Minimalizm – zapiski z dawnych lat

Dzieje się. Walczę ze stanem rzeczy wokół, ale trudno mi pogodzić się ze stratą. Wiem, że oddaję coś, co ma pewną wartość i pokusa zarobku jest jednak duża. Dysonans między zdobyciem przestrzeni a zdobyciem kasy jest znaczący.

Męczą mnie torby książek czekające na wydanie. Powtarzanie i robienie „up” na grupach wymiany, ale … Ale nie przynoszę w tym czasie gratów do domu. Ostatni zakup to talerze  z IKEI, bo te z serwisu są niewygodne i duże. Nie powiem, że na specjalną okazję, ale coś w tym jest. Z braku talerzy serwisy w obiegu były, ale ich użytkowanie to kłopot. Są za duże, za duże do zmywarki, za duże do szafki i wszystko prócz jedzenia robi się z nimi niewygodne. Z drugiej strony lubię je, lubię ich widok na białym obrusie w święta, więc nie, nie oddam ich.

Zapełniam szafki tym, co mi potrzebne do życia. Makarony, mąkę, takie, które zejdą i i tak będą do kupienia.

Do zrobienia mam ważne rzeczy.

Zneutralizować w niszczarce czy ognisku zapiski z dawnych lat. Nie chcę do nich wracać. To wypociny, zapiski codzienności z podstawówki o nędznym stylu i niezbyt lotnych rozważaniach. Plan: usunąć. Nie chcę, gdy zejdę, by ktoś tę nędzę oglądał.

Chcę zrobić porządek w biurowym arsenale. Kredek, pisaków, długopisów kupa, choć już część wywalona. Chcę posegregować, zostawić, co dobre i sprawdzone, oddać resztę. Nie jest to łatwe przy dzieciach.

Koniecznie muszę założyć biuro. Teczki różnej maści są poukładane i w nich  porządek, ale one  same tkwią w torbie z Auchana. Takiej, co to łatwo ją przerobić na biuro. Szkoda, że torba wetknięta w szafę, szafa nie jest już w środku taka, jaką bym ją widziała.

Ciuchów w nadmiarze nie mam. Boli mnie raczej ich brak. Większość szafy ma Mąż a ja jestem tak jak gość, co na chwilę przyjechał. Smutno mi, naprawdę. To mini, naprawdę mini minimalizm.

Projekt denko trwa, ale nie wiem jak i skąd przybywa kosmetyków. Wczoraj wymieniłam za makaron i mleko 4 dezodoranty, których nie używam. Nie używam w ogóle kosmetyków w psikaczach, bo się duszę. I urodziny i kolejne deo. I dysonans, bo fajne marki dostałam. Kalkuję jednak, walczę ze sobą, pytam przyjaciół.

Kremy pootwierane też do oddania, ale kto by chciał?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s