minimalizm

Minimalizm – precz z gratami i kilogramami

Nie odpuszczam w odgracaniu. Wertuję szuflady, bałaganię w salonie wyrzucając rzeczy na środek. Czekają potem te graty na wyniesienie, wymiankę lub śmietnik. Najciężej wyrzucać na śmietnik rzeczy, które mogą się komuś przydać. Więc stawiam przy śmietniku, ale i tak toczy się we mnie jakaś walka wewnętrzna, że jeszcze można coś z tym zrobić, opchnąć, wymienić.

Najłatwiej idzie mi pozbycie się rzeczy, gdy idą do potrzebujących. Sentyment nie pozwalał mi wyrzucić naprawdę sfatygowanego koca, który dostałam od mamy. Akcja schroniska chwyciła mnie za serce tak bardzo, że przestałam mieć jakiekolwiek opory, by oddać ten koc a także śpiworek dla dzieci, które już wyrosły z niego lat temu 13, ale który to śpiworek też dostałam od mamy. I rożek i kocyki w dalmatyńczyki…

Sporo książek wydałam od mojego ostatniego wpisu. Kilka sprzedałam, ale część postawiłam na półce boocrossingowej na starówce. Niestety w tym czasie ktoś na naszej klatce schodowej, na skrzynce na listy, położył dwie książki. Romantyzm i Młodą Polskę. No i nie ma co zgadywać…

Kupiłam oczywiście w tym czasie kilka rzeczy. Meble do salonu. Pozostał do kupienia narożnik, ale szukam swojego, tak jak szukałam tych mebli. Zmusiło mnie to do zajrzenia w kartony i przejrzenia sreber, szkła i podjęcia decyzji, co zostaje a co mnie opuszcza.

Kupiłam też parę ciuchów, ponieważ stare zaczęły się okazywać za duże (sic!) a część po prostu się rozleciała. Rozwiązał się problem znienawidzonych sandałów, których paseczki rozwaliły się już-nie-do-zszycia w drodze do pracy.

Powiem tak. Ostatni czas to czas pokonywania słabości. Idzie mi całkiem nieźle, chociaż ciągle końca nie widać. Nie mogę powiedzieć” chwilo trwaj”. Tyle do naprawienia, tyle do zrobienia, tyle do wywalenia i tyle do zrzucenia. Tyle rzeczy do dokończenia!

Wspieram się kilkoma książkami. Bez nich nie dałabym rady zacząć. Od dłuższego czasu towarzyszy mi blogerka Ajka, której blogiem i książką się podpieram a także Dominique Loreau, do której książek, nieco odjechanych, wracam systematycznie. Ale jest jeszcze sporo innych książek, większość z terapii behawioralno-poznawczej, które mi towarzyszą.Wszystkie one pomogły mi zmierzyć się z demonami.Teraz odkrywam siebie z „Drogą artysty” Julii Cameron…

Bo wszystko zaczyna się w głowie…

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s