Bez kategorii

Poświęcenie – niekoniecznie

Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Jak więc realizować wartość „rodzina” w codzienności. Spędzać czas, być uważnym, słuchać zamiast słyszeć, wspierać…Ale codziennie, w zabieganym dniu?

Czy to oznacza, że w każdym momencie mojego życia mam zachowywać się niczym służąca? Mając na względzie zmęczenie rodziny? Mam odsunąć na bok ich obowiązki? Bo nie chce się dzieciom-oglądających-film-w-sieci wynieść śmieci? Mam się zarżnąć w biegu robiąc coś za bliskich?

Nie, nie o to chodzi. Nie o to, by wypuścić w życie bezradne dzieci, egoistów. Więc jest pewna granica. Trzeba umieć odróżnić poświęcenie się od realizowania wartości.

Kiedy dzisiaj K. narzekał na nogę, ustąpiłam z ulubionego miejsca, to proste i odruchowe.
Ale przecież dzieci to dzieci. Z łatwością znajdą wytłumaczenie dla „nie chce mi się”. Paluszek i główka, gdy chodzi o zmywarkę.

Dystans. Chyba to jest to, co ratuje przed posunięciem się w realizowaniu wartości za bardzo.
Czytelnicy bloga Zespół Aspergera wiedzą doskonale, że ja z tych matek, co nie tolerują łapek przyrośniętych do tyłka. Kiedy ma się niepełnosprawne dziecko, ostatnią rzeczą, jaką się pragnie, to wypuścić w świat to dziecko bezradne. Bo co będzie, kiedy rodziców zabraknie?Więc muszę dzień w dzień dokonywać wyborów. Czy dzisiaj dziecko robi herbatę do dzbanka czy robię ją ja.

Dlatego też tak inspirująca jest dla mnie terapia behawioralna, chociaż nie popieram jej technik. Natomiast jest doskonała dla rozpoznania KONSEKWENCJI.

Czy wyobrażam sobie, że realizowana wartość RODZINA zaowocuje poprzez moje zbyt-zaangażowane-pojmowanie wsparciem naprawdę złych nawyków dzieci?Dążenie do dobrostanu jest właściwie oczywiste, więc takie dzieci szybko znajdą drogę. Bo mama zrobi lepiej…

Ale, nie, nie o to chodzi w tym, że rodzina jest dla mnie najważniejsza.
Zrobię dla nich wszystko, oddam życie. Tyle, że nie wypuszczę w świat bezradnych…

Takie luźne dywagacje przy piątku.
Właśnie teraz mój syn z Zespołem Aspergera dosypuje mi orzeszki do kubeczka, nalewa sobie i mi herbaty. Bo mu ręce do tyłka nie przyrosły. I ruszy w świat zaradny, mam nadzieję.

Advertisements

One thought on “Poświęcenie – niekoniecznie

  1. Ooo, jak fajnie, że tu przypadkiem trafiłam:) Właśnie dzisiaj sprzeczam się trochę z moim małżonkiem kochanym o nakładanie obowiązków na naszego Asa. I to co u Ciebie przeczytałam utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze robię wymagając. Pewnie, że sama zrobiłabym coś sto razy szybciej, ale nie o komfort rodzica tu chodzi. Podpowiedziałaś mi doskonały argument- pozwól, że go wykorzystam „Tak bardzo kocham moje dziecko, że nie wypuszczę Go w świat bezradnym”.
    Dziękuję!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s