zmiana nawyków

Jak uwierzyć, że zmiana jest możliwa?

Mówiąc otwarcie – jeszcze cztery lata temu sama się nad tym zastanawiałam. Zamiast zmieniać nawyki, urzeczywistniać marzenia, przepieprzałam czas na Facebooku i różnych forumach. I…Właśnie studiowałam socjoterapię. Te trzy czy cztery lata wstecz.  Odkryłam z wielkim zdziwieniem, że zrywam się w niedzielę o godzinie 7 i pędzę, biegnę, nawet jeśli sobota była imprezowa, z tańcami, pokerem czy grą. I alkoholem. Ba! Ta niedziela trzymała mnie przy życiu, jak myślę. Zagłębiałam się w różne tajniki psychologii, uczyłam się korygować złe zachowania dzieci i młodzieży, „rozkminiać” przyczyny stanu rzeczy. Nie bez oderwania od terapii behawioralnej.

Podczas studiów a może tuż po nich, gdzieś w międzyczasie, zatrzymałam się w Empiku i oglądałam i podczytywałam, stały to mój zwyczaj, książki. Sięgnęłam po książkę „Pokonaj depresję, stres i lęk, czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce” Stephena Briersa. Cokolwiek nie mówić by o książkach typu „sam poradzisz sobie z depresją”, o wydawnictwie Samo Sedno można powiedzieć, że piszą jak krowie na rowie. Nie sądzę, by jaśniej się dało. I dzięki tej książce spotkałam się z terapią poznawczo-behawioralną, bez której z pewnością nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem. Dowiedziałam się o negatywnych myślach automatycznych, przekonaniach i technikach pracy z myślami. Potem doszła Terapia ACT. Z tej ścieżki nie dało się już zawrócić. Utkwiłam na dobre w literaturze przedmiotu testując różne techniki. I tam znalazłam odpowiedzi, w tych terapiach właśnie, ich założeniach.

Ale do brzegu… No i skąd wziąć POWERA? Skąd wiadomo, że zmiana jest możliwa? Żeby się chciało tak od wewnątrz? Ano z wewnętrznego poczucia kontroli przede wszystkim. Inaczej się nie da. Jeśli nie zaczniesz wierzyć, że możesz coś zdziałać, to jak niby miałoby się to inaczej zadziać? Albo kto miałby Tobie zaufać? Ale kurczę, skąd wziąć takie wewnętrzne poczucie kontroli? Jak ono ma się urodzić, skoro wcześniej nie miało okazji wykiełkować nawet, zdeptane przez otoczenie?

Jest sposób. Nawet prosty, ale wymagający codziennej pracy. Ten sposób można streścić tak: przeczołgaj się. Jeśli postanowiłeś, że coś zrobisz, zrób to. Nawet jeśli niespecjalnie Ci zależy, bo to błaha rzecz. Na błahej się trenuj. Na błahej się czołgaj. Tak, by zapanować nad materią.

Oj, nie było mi łatwo. Nie było. Ale każde małe czołganko – „zrobiłam to, co postanowiłam” – karmiło moje poczucie kontroli. Powieszę pranie przed zerknięciem na FB (mantruję „bo tak postanowiłam”). Drobne rzeczy, malutkie sprawy, pierdy dosłownie. Niby nic nie znaczące a jednak KLUCZOWE, bo zwiększające obszar mojego wpływu.

Łatwo nie było, upadałam wielokrotnie, ale zbudowało się we mnie poczucie, że mogę. Że dam radę.  Nie wiem, czy kiedykolwiek wierzyłam tak w możliwości jak wierzę teraz. Może na studiach? Ale tam w końcu każdy zdany egzamin budował wiarę, że jestem w odpowiednim miejscu i wszystko ogarniam. Na polu „polonistyka” odnotowywałam sukcesy zrodzone z tego czołgania na kolokwiach i egzaminach, ale poza studiami niewiele kontrolowałam. Ani nauki angielskiego, ani wydatków, ani nawet garderoby. I kilogramów. Koszmar, dno po prostu.

Aż zaczęłam się czołgać na małych rzeczach i uwierzyłam. Samo się mi rozlazło to poczucie kontroli na inne obszary. Tak to chyba działa.

Niech MOC będzie z Wami 🙂

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s