Czego uczę się od syna – cz. 3 – minimalizm

Po raz kolejny się nie popisałam. A to dlatego, że moje pomarańczowe miseczki Tupperware, idealne na sałatki do pracy, znikały mi z oczu.

Okazywało się zwykle, że nastolaty trzymają w nich słonecznik, tudzież łupinki.

Dlatego też idealnym rozwiązaniem wydało mi się kupienie specjalnych miseczek na przekąski. Tak, z Chin. Oczyma wyobraźni widziałam jak rozwiązuje to codzienny problem z miseczkami. Bo ułatwianie sobie życia to też moja metoda na robienie miejsca na rzeczy ważne. Miseczki na sałatki znikały mi notorycznie.

Kupiłam miseczki. Postawiłam nastolatom na blacie.

Katastrofa. Kubeł zimnej wody na łeb.

– Ale po co zastępować coś, co działało?

No tak. Zamiast wykorzystać na sałatki słoiczki, aż do wyeksploatowania miseczek, ja kupuję nowe. Nowe, plastikowe. Nie, nie sprawdzałam warunków pracy u producenta. Do tego mi jeszcze dalej.

Być może muszę uprościć swoje życie bardziej, bo w natłoku umyka mi najważniejsze.

No bo do cholery po co szukać aż w Chinach?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s