Archiwum kategorii: Bez kategorii

Studia psychologiczne – nie minimalizuję

Jest problem na drodze do minimalizowania. Doszłam do wniosku, że muszę odpuścić, najwyżej się zagracę. Otóż…

Większość polecanych lektur jest dla mnie interesująca. Nie umiem ich nie mieć. Korzystam z naszej uczelnianej biblioteki, jest olśniewająca, ma self-checki, trzy piętra, pomocną obsługę i system online.  Kluczowe pozycje są dostępne, cud, miód, malina.

I kiedy już przejrzę książkę w domu, to właściwie przestaję korzystać z tej wypożyczonej. Dochodzę do wniosku, że jest tak interesująca, że przyda się przez całe studia. Nie dotyczy to oczywiście każdej książki, bo po co mi ileś książek z socjologii na własność do napisania  eseju o „Orange is the new black”? No nie ma potrzeby.

Ale już „Psychologia twórczości” albo „Wprowadzenie do psychologii”… Inna inszość.

To, co uznam za wartościowe, próbuję zdobyć na olx czy allegro. Nie lubię nie mieć.

Przestałam się kajać, chociaż powinnam wziąć pod uwagę, że po ostatnich moich studiach, kupowane niegdyś lektury, czytam do teraz… Inwestycja w książki nie jest już dobrą inwestycją.

Z pewnością wiele dobrych książek zostanie ze mną.

Mimo, że biblioteka dopuszcza skanowanie fragmentów, to nie umiem czytać online. Kserówki mnie przygnębiają, ale czasem są potrzebne. Trudno nosić na zajęcia tak ciężkie książki.

 

 

 

 

 

Reklamy

Studia psychologiczne – wersja slow

Doba się nie rozciąga. Choćbym nie wiem jak się starała, nie wycisnę więcej. No i wcale nie chcę. Chcę studiować w wersji slow.

To bardzo dobrze, że staram się żyć „slow”, właśnie teraz doceniam jak ważna jest równowaga w życiu, sen, lenistwo, zwykłe życie bez spiny, książka inna niż podręcznik.

Niezwykle ważne są wybory i pozbywanie się bezsensownych obciążeń, jeśli chce się mieć zasoby na realizację wartości, na pasję. Czasem trzeba mieć kasę a czasami tylko i aż czas. Czasami trochę przestrzeni. Bo gdzieś, za coś, w w czasie i przestrzeni, te pasje się realizują. Lepiej znaleźć dla nich miejsce niż żyć w poczuciu krzywdy, bo się zrezygnowało, poddało, nie spróbowało.

Studia psychologiczne wymagają pracy. Na stronach uczelni jest o tajemniczych punktach, które mają związek z nakładem pracy studenta. Ale temat ten mnie nie interesuje, bo przecież nie będę analizować jak to się bardzo napracowałam przy swojej pasji 🙂

Nie ukrywam, że codziennie właściwie coś robię. Nie umiem tak na pół gwizdka, więc biegam do biblioteki, robię notatki, czytam i uczę się pilnie. Ale ciągle mam na względzie to, by było wolniej, z głową, bez padania na pysk. Z dbaniem o siebie, o sen. Nie chciałabym też, by moje studia wpłynęły negatywnie na moje dzieci albo żeby nastolaty poczuły nadmiar luzu 😉

Nie powiem, biologia mnie niespecjalnie pociąga, mój mózg paruje od terminów. Ale staram się nie narzekać. Nie jestem zaskoczona ogromem pracy, którą trzeba wykonać. Spodziewałam się, przygotowałam, zapoznałam z literaturą.

Robota jest, ale przecież niedorzecznością byłoby, gdyby nie można było tego ogarnąć w jakiś rozsądny sposób. Chyba nikt nie zakłada, że przyszły psycholog żyły sobie wypruje?

Szukam plusów wszędzie 🙂  Może nawet napiszę na zaliczenie esej o Piper Kerman? Ostatnio oglądamy z mężem „Orange is the new black”, w więzieniu dzieje się sporo. Film oparto na książce „Dziewczyny z Danbury” a autorka tej książki rzeczywiście spędziła kilka miesięcy w więzieniu. Esej z socjologii mógłby być interesujący, nieprawdaż?

 

Przeceny i końcówki serii – pęknięta miska

Przeceny, promocje, obklejone rabatami szyby. Letnie cięcia, wyprzedaże i końcówki serii. To sobie wchodzę do sklepu, bo czasem lubię się poszwendać po galerii. Wchodzę do sieciówki.  Takiej, co w niej dużo towaru, co się świeci. Srebrne, złote podkładki pod kubki i różne takie gadżety. Ale na Boga! W głowie się nie mieści to, co widzę!

Co przeceniony kubek, to uszczerbiony!Wszystkie przecenione rzeczy są najzwyczajniej w świecie zniszczone. Gdzie te promocje?

Po co komu uszczerbione kubki po przecenie za 19 zł za sztukę? Na osłonkę dla kaktusa? Na długopisy? Mam takie kubki, ale one mają swoją historię. Są w nich kremy w tubkach, długopisy, kredki czy inne rzeczy nadające się do pionowego przechowywania. Ale co z rzeczami w sklepach? Czy przeceniony produkt, to zawsze produkt zniszczony? Kto to kupuje? Kto uważa za dobrą okazję? Dla mnie okazją jest używany mebel z drewna na olx albo stół drewniany przyniesiony ze śmietnika. Ale uszczerbione kubki. Nie wiem, co wyczarować z takiego zakupu i jaki jest jego sens. Bo to nie są kubki – okazy z gatunku rzadkich, ale takich, jakich wiele. Obtłuczone za 19 zł.

Znalazłam hit. Przeceniona miska. Zwykła, plastik, taki wiecie, do robienia naleśników.

Po przecenie – 11,70 zł. Ale zamieram właściwie od razu. Miska pęknięta – od brzegu do samego dna. Nie jakiś tam rys pęknięcia. Miska z takiego plastiku, że jej się te dwie części ładnie rozchylają. Litości! 11, 70 zł?

Szczęściem nie tylko ja to widzę. Ten cały absurd. Pokazuję miskę siostrze. Ale widzę, że uśmiecha się do mnie pół klienteli, też najwyraźniej zszokowanych uszczerbionymi kubkami i popękanymi miskami.  To promocja czy naciąganie? Czy po prostu właśnie taka jest różnica między promocją a przecena i trafiłam na przeceny?

EDIT

Dziś byłam w TKMAXX. Każda ramka bez szybki miała naklejkę z napisem – „nie mam szybki, ale wciąż jestem dobra” czy jakoś tak.

Stając się esencjalistą w nieesencjalistycznym otoczeniu

Oto jestem na drodze ku esencjalizmowi. Minimalizuję, odgracam, upraszczam, by żyć wartościowym życiem i sorry – nie przepieprzać go na głupoty, tymczasem świat wokół stoi w miejscu. No nie całkiem, ale w sporej części! Co z tego, że Mąż robiąc zakupy do domu zawsze pamięta o sałatce? I że makaron jest pełnoziarnisty, kiedy w innych aspektach wszystko leży i kwiczy?Co po drobnicach, didaskaliach? Skupiamy się na różach a płoną, do cholery, lasy!

Czytaj dalej

Gang świeżaków, karty, smerfy – co poza marketingiem?

Jestem hipokrytką i to wielką! Kto pierwszy rzuci kamieniem? Wychodzi na to, że ja. Na OLX mam wystawione kolekcjonerskie firmowe długopisy a jednak rusza mnie niemożebnie, że na wszelkich grupach wymiankowych, na olx też,  kwitnie handel tymi wszystkimi pierdołami dołączanymi do regularnych zakupów w marketach.

Czytaj dalej

Dachowałam, czyli Światowy Dzień Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia w Pracy

28 kwietnia w mojej firmie obchodzono Światowy Dzień Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia w Pracy. Każdy pracownik firmy mógł wziąć udział w symulacji dachowania a także uderzenia w drzewo. Na jednych symulacje zrobiły wrażenie, na innych – jak na mnie- nie do końca. Nie do końca, ponieważ przeżyłam dachowanie naprawdę. Wpadłam również w poślizg i wylądowałam w rowie. Symulowane crash testy, to że się człowiek spodziewa, mają się nijak do prawdziwego zdarzenia, prawdziwych emocji, wydzielenia adrenaliny. Ale piłka, piłka w dachującym aucie dała mi do myślenia. Macie zabawki w aucie? Laptopa? Butelki z wodą? A może bule pod nogami, bo akurat na piknik jedziecie?

Czytaj dalej