Archiwum kategorii: psychologia

Studia psychologiczne – wersja slow

Doba się nie rozciąga. Choćbym nie wiem jak się starała, nie wycisnę więcej. No i wcale nie chcę. Chcę studiować w wersji slow.

To bardzo dobrze, że staram się żyć „slow”, właśnie teraz doceniam jak ważna jest równowaga w życiu, sen, lenistwo, zwykłe życie bez spiny, książka inna niż podręcznik.

Niezwykle ważne są wybory i pozbywanie się bezsensownych obciążeń, jeśli chce się mieć zasoby na realizację wartości, na pasję. Czasem trzeba mieć kasę a czasami tylko i aż czas. Czasami trochę przestrzeni. Bo gdzieś, za coś, w w czasie i przestrzeni, te pasje się realizują. Lepiej znaleźć dla nich miejsce niż żyć w poczuciu krzywdy, bo się zrezygnowało, poddało, nie spróbowało.

Studia psychologiczne wymagają pracy. Na stronach uczelni jest o tajemniczych punktach, które mają związek z nakładem pracy studenta. Ale temat ten mnie nie interesuje, bo przecież nie będę analizować jak to się bardzo napracowałam przy swojej pasji 🙂

Nie ukrywam, że codziennie właściwie coś robię. Nie umiem tak na pół gwizdka, więc biegam do biblioteki, robię notatki, czytam i uczę się pilnie. Ale ciągle mam na względzie to, by było wolniej, z głową, bez padania na pysk. Z dbaniem o siebie, o sen. Nie chciałabym też, by moje studia wpłynęły negatywnie na moje dzieci albo żeby nastolaty poczuły nadmiar luzu 😉

Nie powiem, biologia mnie niespecjalnie pociąga, mój mózg paruje od terminów. Ale staram się nie narzekać. Nie jestem zaskoczona ogromem pracy, którą trzeba wykonać. Spodziewałam się, przygotowałam, zapoznałam z literaturą.

Robota jest, ale przecież niedorzecznością byłoby, gdyby nie można było tego ogarnąć w jakiś rozsądny sposób. Chyba nikt nie zakłada, że przyszły psycholog żyły sobie wypruje?

Szukam plusów wszędzie 🙂  Może nawet napiszę na zaliczenie esej o Piper Kerman? Ostatnio oglądamy z mężem „Orange is the new black”, w więzieniu dzieje się sporo. Film oparto na książce „Dziewczyny z Danbury” a autorka tej książki rzeczywiście spędziła kilka miesięcy w więzieniu. Esej z socjologii mógłby być interesujący, nieprawdaż?

 

Reklamy

Język angielski na studiach psychologicznych

Nie ma innej możliwości niż się odezwać! Trafiłam do grupy, która po angielsku mówi nieźle, więc naprawdę nie pozostaje nic innego niż się odezwać.  Nie lubię być w tyle, więc będę się starała z całych sił.

Właściwie jestem bardzo zadowolona, że tak się złożyło, że napisałam test dobrze i że nie można się przenieść do grupy niżej. Czasami nie ma wyboru jak skoczyć.

Pamiętam, że  na polonistyce trafiłam do grupy zaawansowanej  z języka łacińskiego a moja znajomość ograniczała się do „rosa pulchra est” i egzamin zdałam potem na pięć. Przez pierwszy rok studiów łaciny uczyłam się nocami. Wykułam wszystkie deklinacje, koniugacje i wyprzedziłam wielu. Podobny skok z angielskim dobrze mi zrobi, jestem tego pewna.

Same teksty, które teraz przerabiamy,  nie są trudne. Słownictwo można opanować.  Oczywiście to  mnie przeraża, że w książce od angielskiego, którą dopiero będziemy przerabiać, jest narysowany mózg i wszystko co z nim związane jest po angielsku.  Znaczy się tego będę się uczyć. Teraz póki co delikatnie wkraczamy w kwestię zaburzeń, da się przeżyć, wykuć. Ale za jakiś czas niechybnie przyjdzie mi uczyć się budowy mózgu po angielsku. Już szukam jakiegoś dobrego kursu na memrise.com. Niczego tak nie lubię jak się publicznie blamować 😉

Można powiedzieć, że jest  dobrze, tyle, że mój angielski  jest niepoukładany. Wielokrotne początki i foch na ten język. Do tego tu i tam coś wpadło do głowy i zostało, jakieś słówko albo idiom. Albo nawet jakiś wyjątek od reguły.

Od dwóch lat piosenki i filmy a niestety bywa, że podstawy gdzieś umknęły. Zaczynać od „I am” byłoby już nudne. Czasu na poukładanie od A do Z nie ma i teraz oto jestem w grupie najbardziej zaawansowanej a braki mam w podstawach a i wymowa leży (tak się kończy, kiedy się jedynie czyta i w głowie się rodzi złe wyobrażenie o wymowie, ciężko to odkręcić).

Można powiedzieć, że biorę udział w maratonie, chociaż nogi mi się plączą i nie przeszłam etapu raczkowania. Cóż. Nie pierwszy raz zaczynam od dupy strony. Bywało, że najpierw miałam film na DVD a potem odtwarzacz 😉

A może ktoś z czytających studiował psychologię i może mi zdradzić jak to z tym językiem na studiach jest? U nas idea jest taka: skończyć z poziomem b2+ i swobodnie czytać teksty branżowe.

 

Styl prowokatywny w terapii i coachingu – Noni Hofner – recenzja książki

Lektura książki  Noni Hofner „Styl prowokatywny w terapii i coachingu” była dla mnie naprawdę inspirująca. Czasem odrobina humoru i dystans pomogłyby mi bardziej w codziennym życiu. Ale nie, ja muszę wszystko na poważnie… Okazuje się, że można wiele dobrego zdziałać opierając terapię na wbijaniu szpileczki tam, gdzie boli.  Na takim koleżeńskim, dobrotliwym przytyku.

Czytaj dalej

Studia – nie jest lekko

Na studiach psychologicznych nie jest lekko. Prócz zajęć kierunkowych jest informatyka, filozofia i nieszczesne biologiczne podstawy zachowań. Czego jak czego, ale tego, że spędzę dzisiejszy wieczór nad zadaniami z informatyki, się nie spodziewałam. Dwie godziny zajęło mi jedno zadanie a przede mną kolejne dwa.Tak, każde zajęcia to zadanie domowe. Komplet zrobionych zadań domowych to trója. No obłęd, co nie?

Nie jestem jakoś szczególnie biegła w komputerach. Kiedy jednak mam komputerową potrzebę, to szukam rozwiązania. Nie odpuszczam. Ale dzisiaj czuję się pokonana. Wszystko, czego się uczę,jest przydatne. Doceniam, naprawdę. Tylko jestem naprawdę cholernie zaskoczona. Nie ma żadnej litości, że to przecież taki poboczny przedmiot jest.

Filozofia. Miałam dawno temu, ale nie, nikt mi oceny z egzaminu nie przepisze. Mogę jedynie dostać połowę pytań. Pani profesor jest bezlitosna. Pan doktor filozof sprawia, że czuję się naprawdę głupiutka. Mam wrażenie, że nie rozumiem prostych pytań. Czuję, że nie przetwarzam informacji.

Podobnie jak z biologią. Kiedy już opanowałam podstawowe pojęcia, zerknęłam na pytania do zadań. Cholera, poziom uszczegółowienia mnie przeraża.

Na angielskim – rozumiem pytania, ale odwagi brak. Nie będzie żadnej litości i cholernie się cieszę. Pamiętam jak kiedyś spędzałam środowe noce na nauce łaciny, bo przez jedno wielkie nieporozumienie trafiłam do grupy zaawansowane a z łaciny wiedziałam tylko jedno: rosa pulchra est. I dałam radę. Znaczy, że wypłynięcie na głęboką wodę, może jedynie mi posłużyć. Koniec marudzenia.

Ale… ale ani przez sekundę nie żałuję, że wybrałam psychologię. Żałuję, że tak późno. Żałuję, że traciłam czas na rozważania o wieku.

Pozytywna psychologia porażki

Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę – recenzja książki

Przyznam się szczerze, że niewiele wiedziałam o psychologii pozytywnej. Kojarzyłam nazwiska i to byłoby na tyle. Teraz, po przeczytaniu „Pozytywnej psychologii porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę” Pawła Fortuny uznałam, że nie skończy się tylko na tej książce.

Psychologia pozytywna nie skupia się na leczeniu zaburzeń ani na łagodzeniu cierpienia. Jej celem jest sprawienie, by człowiek żył pełnią życia i był szczęśliwy.  Chodzi po prostu o dobre, szczęśliwe życie.  A o czym jest ten blog? O wysokiej jakości życia.  Czuję, że jeszcze nie raz otrę się o ten nurt psychologii.

Szczęście to nie dobra materialne, nie kariera, ale relacje z innymi. Człowiek szczęśliwy dostrzega, że jego życie ma głębszy sens. Tyle, że człowiek ponosi porażki. Czy porażka może być w ogóle przydatna? Nie jestem wcale zaskoczona – z porażki można wiele wyciągnąć. Można, mimo bólu, zamienić cytryny w lemoniadę.

Czytaj dalej

Początek studiów psychologicznych

No i stało się. Oto jestem studentką psychologii. Nie coachingu, ale psychologii, o której marzyłam od dłuższego czasu. Którą chciałam wyrzucić z mojej głowy, bo przecież to 5 lat. Bo to pieniądze. A ja jestem za stara. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pisałam o swoich wątpliwościach w poście Czy jest za późno na studia?

No i jestem studentką. Owszem, sporo młodych. Ale wiecie co? Przyszli też starsi, z pasją, dzieciaci, których czas na spełnianie marzeń właśnie się zaczął. Nie jestem sama. Jest nas więcej, więc rozważania „czy jestem za stara na studia?” mogę już sobie darować. Chcecie iść na studia? Nie przejmujcie się wiekiem.

Na pierwszych zajęciach prowadzący opowiadał o czynnikach wydłużających życie. Kształcenie się jest takim czynnikiem. Więc po studiach psychologicznych…

Oczywiście mogę narzekać na organizację, już byłoby na co. Jednak póki co nie zamierzam. Mogę poskarżyć się na przedmioty. Biologiczne podstawy zachowań będą pewnie mi się śniły po nocach. Ale przecież to podstawa. Nie wyobrażam sobie, żeby psycholog nie znał biologicznych podstaw zachowań.

Zapisałam się na język angielski. Jest to „kontynuacja”, więc obie grupy z angielskiego będą zaawansowane, nie wiem jak bardzo. Test poziomujący napisałam na 76%. Ostatnia cześć testu, najbardziej zaawansowana, nie wyszła mi najlepiej, ale też ogólnie nie jest źle, nieprawdaż? Ideą lektoratu jest wypuszczenie w świat człowieka z poziomem językowym B2+, przy czym powinien poruszać się w miarę swobodnie w obszarze słownictwa z psychologii. To zdecydowanie coś dla mnie:)

Na studia nie jest za późno. Nie ma co się oglądać na innych. Na tych, co mówią: a po co ci to.  W spełnianiu marzeń trzeba być trochę jak Tommy Lee Jones w „Ściganym” 🙂

 

 

Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie – recenzja książki

Już jakiś czas temu dopadły mnie wątpliwości, czy powinnam pisać bloga o moim dziecku. Już od dłuższego czasu nie opisuję historii, które w jakiś sposób mogłyby mu zaszkodzić. Usunęłam wiele postów. Zrezygnowałam tym samym z pomocy innym.

Wiem na pewno, potwierdzają to listy od rodziców, że takie blogi jak mój kiedyś, ten o Zespole Aspergera, są potrzebne. Ktoś gdzieś ma podobną historię. Miejscami ma dość całego świata, dziecka, systemu wsparcia a właściwie jego braku. Wiedza, że jest ktoś na świecie, kto rozumie, kto przechodzi to samo, daje bardzo dużo. Można ruszyć z miejsca. Mój blog kiedyś mógł być pomocny. Dziś jest jedynie zapisem sukcesów dziecka. Bo stchórzyłam. Nie chcę ujawniać szczegółów z życia rodziny.

Nie stchórzyła autorka książki „Najważniejszy związek, czyli mądra miłość do siebie”. Iwona Majewska-Opiełka, psycholog z ogromnym doświadczeniem, w książce o mądrej miłości do siebie opowiedziała o swoim życiu. Opisała własne błędy i swoją drogę w budowaniu poczucia własnej wartości.

Czytaj dalej