Archiwum kategorii: Zespół Aspergera

Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie – recenzja książki

Już jakiś czas temu dopadły mnie wątpliwości, czy powinnam pisać bloga o moim dziecku. Już od dłuższego czasu nie opisuję historii, które w jakiś sposób mogłyby mu zaszkodzić. Usunęłam wiele postów. Zrezygnowałam tym samym z pomocy innym.

Wiem na pewno, potwierdzają to listy od rodziców, że takie blogi jak mój kiedyś, ten o Zespole Aspergera, są potrzebne. Ktoś gdzieś ma podobną historię. Miejscami ma dość całego świata, dziecka, systemu wsparcia a właściwie jego braku. Wiedza, że jest ktoś na świecie, kto rozumie, kto przechodzi to samo, daje bardzo dużo. Można ruszyć z miejsca. Mój blog kiedyś mógł być pomocny. Dziś jest jedynie zapisem sukcesów dziecka. Bo stchórzyłam. Nie chcę ujawniać szczegółów z życia rodziny.

Nie stchórzyła autorka książki „Najważniejszy związek, czyli mądra miłość do siebie”. Iwona Majewska-Opiełka, psycholog z ogromnym doświadczeniem, w książce o mądrej miłości do siebie opowiedziała o swoim życiu. Opisała własne błędy i swoją drogę w budowaniu poczucia własnej wartości.

Czytaj dalej

Reklamy

Czego uczę się od syna? Część II

Moi synowie nie przestają mnie zadziwiać. O tym, czego uczę się od starszego syna, możecie przeczytać w poście Zespół Aspergera – czego uczę się od syna. Teraz kolejna dawka refleksji.

Mój syn, ten starszy, to minimalista. Jeśli coś potrzebuje kupić, to znaczy, że naprawdę jest to mu niezbędne. Wtedy nie patrzy, by było tanio, ale by jakość była dobra. By dobry był stosunek ceny do jakości. Znam ludzi, którzy nie mogą się doczekać, by móc wybrać w abonamencie nowy telefon. Wybierają już na pół roku przed końcem umowy. Mój syn wiedział, kiedy kończy się umowa i kiedy będzie mógł zdecydować zarówno o abonamencie (lub nie) czy nowym telefonie. Nie uważał jednak, by nowy telefon miał mu w czymś pomóc. Tak minął koniec umowy a on teraz, po 4 miesiącach zdecydował się na zmianę zarówno abonamentu jak i telefonu. Nie rzucił się na niego od razu, bo miał zaplanowane inne zajęcia. A zajęcia są przecież ważniejsze.

Tak zmierzam do kolejnej rzeczy. Samodyscyplina. Ja się jej uczę, zmagam się ze sobą. Tymczasem mój starszy syn po prostu robi, co trzeba. Nie analizuje pogody na dworze czy drobnego kataru. Idzie na trening.

To kolejna sprawa. Podejmuje decyzje rozważnie i samodzielnie. Namawiany przez pół roku na jujitsu nie zdecydował się. W końcu uznał, że tak – samoobrona na zajęciach modułowych sprawia mu przyjemność, więc się zapisał. Chociaż już inni przestali mu to sugerować.

Podejmowanie wyzwań. Od mojego syna zdecydowanie powinnam się uczyć tej umiejętności. Podejmuje wyzwania nawet te, które wiążą się z różnymi sytuacjami społecznymi, co z pewnością nie jest łatwe. W zeszłym roku mój syn na weselu stał pod ścianą i mówił, że uczy się tańca poprzez obserwację. W tym roku zaczął tańczyć. To nie są oczywiste umiejętności  dla ludzi z Zespołem Aspergera.

On po prostu to robi. Mówi po angielsku. Nie rozkłada na czynniki pierwsze, czy rozmówca jest rodowitym Anglikiem czy nie. Nie popada w nadmyślenie. On zapytany odpowiada. Konwersuje. Nie rozczula się nad sobą. Jest jak taran. Też tak chcę.

A teraz o moim młodszym synu. Uczę się od niego samozaparcia. Kiedyś nie było łatwo – poddawał się przy byle okazji. Zmieniał pasje jak rękawiczki. Gdy się czegoś uczył i mu nie szło – olewał temat. Teraz dzień w dzień jeździ na rowerze. Deszcz, zawierucha, gradobicie. Nie odpuszcza.  To samozaparcie rozciąga się i na inne obszary.

Nie odpuszcza też marzeń. Od początków podstawówki marzył o dredach. Wymarzył. Zapuścił włosy. Człowiek czasem zbyt łatwo rezygnuje, nieprawdaż?

Nowinki. Mój młodszy syn nie boi się kulinarnych wyzwań. Czasem mnie na samą myśl o potrawie, jakimś składniku, odrzuca. On – próbuje. Bo przecież, żeby wiedzieć, że się czegoś nie lubi, trzeba tego spróbować. Co śmieszniejsze, powtarzam to starszemu – Zespół Aspergera nie lubi zmian. Ale sama… Sama się do tej zasady nie stosuję, gdy pojawia się na talerzu coś bardziej dla mnie egzotycznego.

A czy ty uczysz się czegoś od dzieciaków? Od swoich?

 

Czy jest za późno na studia?

Pytanie, czy jest za późno na studia siedzi w mojej głowie już jakiś czas. Dokładnie od momentu, kiedy zaczęłam myśleć o studiach – jakieś 3 lata, może dłużej. Nad tym, czy jest za późno, zastanawiałam się już przy okazji studiów podyplomowych, ale byłam wtedy przed czterdziestką a wiadomo, że żeby iść na podyplomówkę, trzeba mieć skończone studia. Wizja niemalże pokoleniowej luki nie była tak straszna. Ale teraz inaczej: mam 43 lata i za sobą rozważania, czy jest za późno na studia.

Czytaj dalej

Trudne wybory

Wybór wartości. Czasem trzeba wybierać między jedną a drugą wartością. Życie to suma wyborów, jakby nie patrzeć. Muszę dokonać wyboru, gdzie będę w sobotę. Czy na Kongresie kobiet w Poznaniu, w Centrum „Chcemy całego życia” czy też na pokazie mojego syna. O Kongresie wiem od kilku miesięcy. Szczególnie dla mnie ważny – dotyczy niepełnosprawności. Z drugiej strony oto mój syn, z Zespołem Aspergera, przełamuje bariery, idzie w tłum. Jakie to życie jest trudne!

Z jednej strony walka o normalne życie – jako matka dziecka z Zespołem Aspergera wiem doskonale, ile kosztuje walka. Jakie mury głową trzeba przebić. Czuję na sobie odpowiedzialność, by zmieniać rzeczywistość. Ale jestem rodzicem dziecka, w naszym małym świecie dzieją się ważne rzeczy.

Odpuszczam większe dobro na rzecz dobra jednostki.

Zespół Aspergera – czego uczę się od syna

Mój syn ma Zespół Aspergera. O dobrych i złych chwilach naszego życia z Zespołem Aspergera piszę na moim drugim blogu. Jest tam mnóstwo moich „małych wkurwów”. Na system, na siebie, na dziecko też, co tu kryć.  Na bezradność. To taki mój autoterapeutyczny blog.

Tu, na blogu WJŻ, chciałabym podzielić się z Wami tym,  czego dzień w dzień uczy mnie mój  starszy syn.  Jest tak różny ode mnie i to już samo w sobie stanowi dla mnie świetną  lekcję życia.  Od pokory i cierpliwości zaczynając. To  zadziwiające, jak wiele można nauczyć się od dzieci. Dziś, póki co, napiszę o starszym. Od młodszego uczę się bowiem zupełnie innych rzeczy i to temat na osobnego posta.

Czytaj dalej

Jedyny sposób, by pozbyć się pokusy

To oczywiście ulec jej. Oskar Wilde miał rację. No ale jednak natychmiastowa gratyfikacja ma swoje minusy. Ogromne minusy! Charakter się nam nie rzeźbi. Ćwiczę więc odwlekanie przyjemności, się czołgam, na małych głównie, bo wtedy  wyrabiam sobie ten mój dotąd niczego-nie-kończący charakterek. No bo tamten się nie sprawdził. A jak Einstein powiedział, to wiemy… Powtarzanie tych samych błędów… Szaleństwo. Więc stare już było i się nie sprawdziło, więc rzeźbię sobie nową mnie, staram się być konsekwentna, nie odpuszczać i ogólnie mieć dla siebie mniej wyrozumiałości niż dotychczas (oczyma duszy już widzę plusy…). No tyle, że tym razem pękłam. Uległam! Prawie, że natychmiast i bezrefleksyjnie. Ale sami przyznacie – musiałam.

Czytaj dalej

Minimalizm – wizytownik i inne historie z Szuflandii

Każdy dzień jest dobry na odgracanie. Zwłaszcza sobota przed majówką 🙂 I kiedy pada. Popijałam więc kawę i odgracałam szufladę z biurowymi rzeczami oraz karton z rzeczami szkolnymi chłopaków. To zadziwiające, ile rzeczy biurowych posiadam. Ile zdublowanych! Posiadam dwa dziurkacze z wysuwaną miarką, dwa dziurkacze bez wysuwanej miarki. To taki przykład mojego dawnego podejścia do materii 😉

Czytaj dalej