Studia – nie jest lekko

Na studiach psychologicznych nie jest lekko. Prócz zajęć kierunkowych jest informatyka, filozofia i nieszczesne biologiczne podstawy zachowań. Czego jak czego, ale tego, że spędzę dzisiejszy wieczór nad zadaniami z informatyki, się nie spodziewałam. Dwie godziny zajęło mi jedno zadanie a przede mną kolejne dwa.Tak, każde zajęcia to zadanie domowe. Komplet zrobionych zadań domowych to trója. No obłęd, co nie?

Nie jestem jakoś szczególnie biegła w komputerach. Kiedy jednak mam komputerową potrzebę, to szukam rozwiązania. Nie odpuszczam. Ale dzisiaj czuję się pokonana. Wszystko, czego się uczę,jest przydatne. Doceniam, naprawdę. Tylko jestem naprawdę cholernie zaskoczona. Nie ma żadnej litości, że to przecież taki poboczny przedmiot jest.

Filozofia. Miałam dawno temu, ale nie, nikt mi oceny z egzaminu nie przepisze. Mogę jedynie dostać połowę pytań. Pani profesor jest bezlitosna. Pan doktor filozof sprawia, że czuję się naprawdę głupiutka. Mam wrażenie, że nie rozumiem prostych pytań. Czuję, że nie przetwarzam informacji.

Podobnie jak z biologią. Kiedy już opanowałam podstawowe pojęcia, zerknęłam na pytania do zadań. Cholera, poziom uszczegółowienia mnie przeraża.

Na angielskim – rozumiem pytania, ale odwagi brak. Nie będzie żadnej litości i cholernie się cieszę. Pamiętam jak kiedyś spędzałam środowe noce na nauce łaciny, bo przez jedno wielkie nieporozumienie trafiłam do grupy zaawansowane a z łaciny wiedziałam tylko jedno: rosa pulchra est. I dałam radę. Znaczy, że wypłynięcie na głęboką wodę, może jedynie mi posłużyć. Koniec marudzenia.

Ale… ale ani przez sekundę nie żałuję, że wybrałam psychologię. Żałuję, że tak późno. Żałuję, że traciłam czas na rozważania o wieku.

Reklamy
Pozytywna psychologia porażki

Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę – recenzja książki

Przyznam się szczerze, że niewiele wiedziałam o psychologii pozytywnej. Kojarzyłam nazwiska i to byłoby na tyle. Teraz, po przeczytaniu „Pozytywnej psychologii porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę” Pawła Fortuny uznałam, że nie skończy się tylko na tej książce.

Psychologia pozytywna nie skupia się na leczeniu zaburzeń ani na łagodzeniu cierpienia. Jej celem jest sprawienie, by człowiek żył pełnią życia i był szczęśliwy.  Chodzi po prostu o dobre, szczęśliwe życie.  A o czym jest ten blog? O wysokiej jakości życia.  Czuję, że jeszcze nie raz otrę się o ten nurt psychologii.

Szczęście to nie dobra materialne, nie kariera, ale relacje z innymi. Człowiek szczęśliwy dostrzega, że jego życie ma głębszy sens. Tyle, że człowiek ponosi porażki. Czy porażka może być w ogóle przydatna? Nie jestem wcale zaskoczona – z porażki można wiele wyciągnąć. Można, mimo bólu, zamienić cytryny w lemoniadę.

Czytaj dalej

Koncert Jamesa Blunta – sama w Berlinie

Pojechałam do Berlina na koncert Jamesa Blunta. Dlaczego sama i co z tego wyszło? Jak było?

Pojechałam na koncert sama. Już od dłuższego czasu staram się pokonywać własne obawy. Mogłabym ich wymyślić całe mnóstwo, z dojazdem na miejsce, terroryzmem i kwestią finansową włącznie. Ale nie – podjęłam wyzwanie. Bo…

Czytaj dalej

Początek studiów psychologicznych

No i stało się. Oto jestem studentką psychologii. Nie coachingu, ale psychologii, o której marzyłam od dłuższego czasu. Którą chciałam wyrzucić z mojej głowy, bo przecież to 5 lat. Bo to pieniądze. A ja jestem za stara. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pisałam o swoich wątpliwościach w poście Czy jest za późno na studia?

No i jestem studentką. Owszem, sporo młodych. Ale wiecie co? Przyszli też starsi, z pasją, dzieciaci, których czas na spełnianie marzeń właśnie się zaczął. Nie jestem sama. Jest nas więcej, więc rozważania „czy jestem za stara na studia?” mogę już sobie darować. Chcecie iść na studia? Nie przejmujcie się wiekiem.

Na pierwszych zajęciach prowadzący opowiadał o czynnikach wydłużających życie. Kształcenie się jest takim czynnikiem. Więc po studiach psychologicznych…

Oczywiście mogę narzekać na organizację, już byłoby na co. Jednak póki co nie zamierzam. Mogę poskarżyć się na przedmioty. Biologiczne podstawy zachowań będą pewnie mi się śniły po nocach. Ale przecież to podstawa. Nie wyobrażam sobie, żeby psycholog nie znał biologicznych podstaw zachowań.

Zapisałam się na język angielski. Jest to „kontynuacja”, więc obie grupy z angielskiego będą zaawansowane, nie wiem jak bardzo. Test poziomujący napisałam na 76%. Ostatnia cześć testu, najbardziej zaawansowana, nie wyszła mi najlepiej, ale też ogólnie nie jest źle, nieprawdaż? Ideą lektoratu jest wypuszczenie w świat człowieka z poziomem językowym B2+, przy czym powinien poruszać się w miarę swobodnie w obszarze słownictwa z psychologii. To zdecydowanie coś dla mnie:)

Na studia nie jest za późno. Nie ma co się oglądać na innych. Na tych, co mówią: a po co ci to.  W spełnianiu marzeń trzeba być trochę jak Tommy Lee Jones w „Ściganym” 🙂

 

 

Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie – recenzja książki

Już jakiś czas temu dopadły mnie wątpliwości, czy powinnam pisać bloga o moim dziecku. Już od dłuższego czasu nie opisuję historii, które w jakiś sposób mogłyby mu zaszkodzić. Usunęłam wiele postów. Zrezygnowałam tym samym z pomocy innym.

Wiem na pewno, potwierdzają to listy od rodziców, że takie blogi jak mój kiedyś, ten o Zespole Aspergera, są potrzebne. Ktoś gdzieś ma podobną historię. Miejscami ma dość całego świata, dziecka, systemu wsparcia a właściwie jego braku. Wiedza, że jest ktoś na świecie, kto rozumie, kto przechodzi to samo, daje bardzo dużo. Można ruszyć z miejsca. Mój blog kiedyś mógł być pomocny. Dziś jest jedynie zapisem sukcesów dziecka. Bo stchórzyłam. Nie chcę ujawniać szczegółów z życia rodziny.

Nie stchórzyła autorka książki „Najważniejszy związek, czyli mądra miłość do siebie”. Iwona Majewska-Opiełka, psycholog z ogromnym doświadczeniem, w książce o mądrej miłości do siebie opowiedziała o swoim życiu. Opisała własne błędy i swoją drogę w budowaniu poczucia własnej wartości.

Czytaj dalej

James Blunt w Berlinie! Jadę!

Lubię Jamesa Blunta. Nie lubiłam kiedyś, nie kojarzyłam w ogóle. A potem szukałam jakichś piosenek, które mogłabym sobie tłumaczyć w ramach nauki angielskiego i oto poznałam Jamesa Blunta.

Przetłumaczyłam większość piosenek, niektóre znam na pamięć. Inne przez chwilę znałam, ale zapomniałam i coś tam jedynie mogę pomruczeń pod nosem. W różnym nastroju będąc, słucham różnych jego utworów. Lubię zmienność podmiotu lirycznego, to taki niegrzeczny podmiot liryczny jest. Trochę zagubiony, kompletnie nie do ustatkowania. A w nowych tekstach  – wreszcie znalazł swoją miłość, ale niestety musi za to nieco „beknąć”. Wiem, wiem, nie wszystkie teksty są Blunta, ale lubię poutożsamiać sobie go z JB.

Lubię humor Blunta, nutę autoironii, chociaż nie powiem, w 2014 roku nie zaskarbił sobie przychylności Polaków. Dochodzę do wniosku, że Brytyjczycy to jednak dziwni są. Z tym humorem.

Postanowiłam sobie kiedyś, tuż po tym jak James Blunt ogłosił, że kończy karierę, że jeśli wróci na scenę- jadę. Nowy dom i żona, teraz dziecko. Nie oszukujmy się – powrót na scenę, to była jedynie kwestia czasu.

No i kupiłam bilet na koncert w Berlinie. Jadę sama, nie potrzebuję kompana. Obawiam się oczywiście tego jak dam radę w Berlinie. Czy z blablacarem się uda, czy dotrę do hotelu. Czy trafię do Areny i czy się w niej nie zgubię.

Ale jadę! Spełniam marzenia!

 

Czego uczę się od syna? Część II

Moi synowie nie przestają mnie zadziwiać. O tym, czego uczę się od starszego syna, możecie przeczytać w poście Zespół Aspergera – czego uczę się od syna. Teraz kolejna dawka refleksji.

Mój syn, ten starszy, to minimalista. Jeśli coś potrzebuje kupić, to znaczy, że naprawdę jest to mu niezbędne. Wtedy nie patrzy, by było tanio, ale by jakość była dobra. By dobry był stosunek ceny do jakości. Znam ludzi, którzy nie mogą się doczekać, by móc wybrać w abonamencie nowy telefon. Wybierają już na pół roku przed końcem umowy. Mój syn wiedział, kiedy kończy się umowa i kiedy będzie mógł zdecydować zarówno o abonamencie (lub nie) czy nowym telefonie. Nie uważał jednak, by nowy telefon miał mu w czymś pomóc. Tak minął koniec umowy a on teraz, po 4 miesiącach zdecydował się na zmianę zarówno abonamentu jak i telefonu. Nie rzucił się na niego od razu, bo miał zaplanowane inne zajęcia. A zajęcia są przecież ważniejsze.

Tak zmierzam do kolejnej rzeczy. Samodyscyplina. Ja się jej uczę, zmagam się ze sobą. Tymczasem mój starszy syn po prostu robi, co trzeba. Nie analizuje pogody na dworze czy drobnego kataru. Idzie na trening.

To kolejna sprawa. Podejmuje decyzje rozważnie i samodzielnie. Namawiany przez pół roku na jujitsu nie zdecydował się. W końcu uznał, że tak – samoobrona na zajęciach modułowych sprawia mu przyjemność, więc się zapisał. Chociaż już inni przestali mu to sugerować.

Podejmowanie wyzwań. Od mojego syna zdecydowanie powinnam się uczyć tej umiejętności. Podejmuje wyzwania nawet te, które wiążą się z różnymi sytuacjami społecznymi, co z pewnością nie jest łatwe. W zeszłym roku mój syn na weselu stał pod ścianą i mówił, że uczy się tańca poprzez obserwację. W tym roku zaczął tańczyć. To nie są oczywiste umiejętności  dla ludzi z Zespołem Aspergera.

On po prostu to robi. Mówi po angielsku. Nie rozkłada na czynniki pierwsze, czy rozmówca jest rodowitym Anglikiem czy nie. Nie popada w nadmyślenie. On zapytany odpowiada. Konwersuje. Nie rozczula się nad sobą. Jest jak taran. Też tak chcę.

A teraz o moim młodszym synu. Uczę się od niego samozaparcia. Kiedyś nie było łatwo – poddawał się przy byle okazji. Zmieniał pasje jak rękawiczki. Gdy się czegoś uczył i mu nie szło – olewał temat. Teraz dzień w dzień jeździ na rowerze. Deszcz, zawierucha, gradobicie. Nie odpuszcza.  To samozaparcie rozciąga się i na inne obszary.

Nie odpuszcza też marzeń. Od początków podstawówki marzył o dredach. Wymarzył. Zapuścił włosy. Człowiek czasem zbyt łatwo rezygnuje, nieprawdaż?

Nowinki. Mój młodszy syn nie boi się kulinarnych wyzwań. Czasem mnie na samą myśl o potrawie, jakimś składniku, odrzuca. On – próbuje. Bo przecież, żeby wiedzieć, że się czegoś nie lubi, trzeba tego spróbować. Co śmieszniejsze, powtarzam to starszemu – Zespół Aspergera nie lubi zmian. Ale sama… Sama się do tej zasady nie stosuję, gdy pojawia się na talerzu coś bardziej dla mnie egzotycznego.

A czy ty uczysz się czegoś od dzieciaków? Od swoich?